Nieznany Wrocław: Rembrandt w Ossolineum

W Polsce jest tylko 16 oryginalnych rysunków, których autorem jest wielki Rembrandt Harmensz van Rijn. Aż 8 z nich znajduje się we Wrocławiu. Największy zbiór w Polsce znajduje się w Gabinecie Grafiki wrocławskiego Zakładu Narodowego imienia Ossolińskich. Losy tych niewielkich arcydzieł to gotowy scenariusz filmu sensacyjnego.

Dlaczego mamy pecha do Rembrandta?

Bo dziś pozostały nam jedynie m.in. trzy olejne obrazy (dwa w Warszawie, jeden w Krakowie) oraz 16 rysunków. Dawniej w zbiorach polskich znajdowało się kilka obrazów – słynny "Lisowczyk", czy "Autoportret z otwartymi ustami" – własność Eleonory z Husarzewskich, żony Andrzeja Lubomirskiego (ostatniego przed wojną kuratora literackiego Ossolineum). Niestety ów autoportret po wojnie został wywieziony przez rodzinę za granicę i sprzedany w prywatne ręce. Dziś stanowi ozdobę Indianapolis Museum of Art.  

Zachwycać można się natomiast rysunkami, jakie wyszły spod ręki mistrza, który dokonał w sztuce XVII wieku prawdziwej rewolucji. Niegdyś detronizowany przez Petera Paula Rubensa, obecnie ceniony niejednokrotnie wyżej i wciąż na nowo odkrywany i wnikliwie analizowany. Pewnie dlatego z 30 rysunków z kolekcji Ossolineum, których autorstwo przypisywano mu jeszcze w 1956 roku, "obroniło się" jedynie 8. To z pewnością kreski mistrza. Pozostałe prace wykonali jego  uczniowie (wielu z nich zasłynęło jako wybitni artyści).

Rembrandt, czyli historia szpiegowska

Jak prace znalazły się we Wrocławiu? Historia jest najpierw chwalebna, potem niemal szpiegowska. Chwalebna, bo prace Rembrandta przekazuje Ossolineum w 1823 roku książę Henryk Lubomirski (potem zostanie kuratorem literackim tej instytucji). Rysunki spoczywają bezpiecznie we Lwowie do wybuchu II wojny światowej. Potem zaczynają się problemy. Do miasta wkraczają najpierw Rosjanie, następnie wojska niemieckie, wreszcie znowu rosyjskie. Profesor Mieczysław Gębarowicz, wybitny historyk sztuki i ostatni dyrektor Ossolineum we Lwowie, nie chce dłużej zwlekać i czekać na pewną konfiskatę dzieł sztuki. Pakuje 44 prace (w tym rysunki Rembrandta) i potajemnie wysyła z kurierem do Krakowa. Paczka dociera szczęśliwie na miejsce i zostaje zdeponowana na Wawelu. Do Ossolineum dzieła sztuki wracają dopiero w 1956 roku. – Wtedy też zostają oznaczone tzw. suchą pieczęcią, by podkreślić, kto jest ich właścicielem – wyjaśnia Arkadiusz Dobrzyniecki, kustosz z Gabinetu Grafiki Ossolineum.

Rembrandt - zjawisko zbiorowe

W Gabinecie Grafiki, jeszcze przed pokazaniem nam bezcennych prac, kustosz uprzedza, że Rembrandta trzeba traktować jako zjawisko zbiorowe. – Rysunki nie są sygnowane przez mistrza, a wiele z nich wykonali jego uczniowie, zwykły człowiek ich raczej nie odróżni – zaznacza Arkadiusz Dobrzyniecki. 

Cała kolekcja Henryka Lubomirskiego jest pieczołowicie oprawiona. Zwyczajem kolekcjonerów w XIX wieku było, że rysunki naklejano na specjalne karty i obrysowywano specjalnym tuszem tworząc rodzaj ramki. – Obecnie prace oprawione w passe-partout i zabezpieczone bibułką są przechowywane w specjalistycznych pudłach – zwraca uwagę Arkadiusz Dobrzyniecki. Powód tak pieczołowitego traktowania? Papier jest niepokornym materiałem i pod wpływem światła lubi żółknąć. Dlatego rysunki pokazywane są bardzo rzadko. Ostatnio w 2006 roku w Warszawie.

Czerwona kredka, czarna kredka, tusz

Niewielkie prace (kilkanaście centymetrów w pionie i poziomie) to prawdziwe skarby, choć Rembrandt niejednokrotnie szkicował na tym, co wpadło mu w ręce. – To miała być notatka, więc korzystał właściwie z każdego papieru, włącznie z takim, na którego odwrocie był np. rachunek bankowy – opowiada Arkadiusz Dobrzyniecki.

Szkicował czerwoną kredką (tzw. sangwiną), czarną, tuszem, używając nawet patyka, by lepiej zaznaczyć kreskę. Bohaterkami były kobiety (według legendy żona Saskia z dzieckiem oraz matka Rembrandta), a także przyroda – pejzaże, czy studia roślinności. – Wówczas rysunek był przygotowaniem do kompozycji, do przedstawienia postaci, szkicem z natury, zapisem impresji i służył nauczaniu, dzięki niemu uczniowie wiedzieli, jak należy doskonalić warsztat – tłumaczy Arkadiusz Dobrzyniecki.  

Pejzaż melancholijny

Niepozorny, przedstawiający widok przez rzekę Amstel, a najcenniejszy. – To w ogóle jeden z najlepszych rysunków Rembrandta i jego autorstwo nigdy nie było tu podważane – podkreśla kustosz Gabinetu Grafiki w Ossolineum. Rysunek ma też swoją legendę. – Po śmierci ukochanej żony Saskii Rembrandt popadł w melancholię, zaczął wychodzić z domu i włóczyć się po okolicach Amsterdamu szkicując pejzaże – przywołuje opowieść Arkadiusz Dobrzyniecki. – A praca jest wyjątkowa, bo zabudowania, które znajdują się dalej mistrz pokazał leciusieńką kreską, a te bliższe kreską zdecydowaną, a przede wszystkim zagrała także pusta przestrzeń, szalenie wymowna – dodaje.

Krzew za milion dolarów

Za znakomity uchodzi także niepozorny rysunek będący studium krzewów i drzew nad rzeką. Niepowtarzalny. – Grafik tj. odbitek z płyty może być więcej/dużo, kilkadziesiąt a nawet kilkaset, a rysunek jest niepowtarzalny – jednostkowy – tak jak obraz – mówi Arkadiusz Dobrzyniecki. Rysunek, który zostanie zniszczony albo zaginie, jest nie do odzyskania. I dziś praktycznie nie do kupienia. – Obecnie na rynku antykwarycznym podobnych prac praktycznie się nie sprzedaje, dlatego ich wartość to średnio kilkaset tysięcy dolarów, nawet milion – szacuje kustosz Gabinetu Grafiki. Skarbu z Ossolineum nie zobaczymy wprawdzie na co dzień, a tylko przy naprawdę wyjątkowych okazjach (papieru nie można pokazywać zbyt długo). Wystarczy jednak świadomość, że rysunki Rembrandta przetrwały ponad 350 lat i, dzięki Ossolineum, wciąż mogą je podziwiać kolejne pokolenia.  Nie tylko badaczy, ale nas – podziwiających sztukę.

Magdalena Talik