Życzliwość na krańcach świata [WYWIAD]

Życzliwość ludzi – to jasna strona ekstremalnych i trudnych sytuacji, z którymi spotykam się podczas swoich podróży – mówi Bogusław Ogrodnik, sportowiec, podróżnik, zdobywca Korony Ziemi, głębin morskich, którego kolejnym wyzwaniem jest przepłynięcie Korony Oceanów.

Zwiedził Pan niesamowite zakątki na całym świecie, jak wygląda tam życzliwość?

Mam wrażenie, że im bardziej rozwinięta jest cywilizacja, tym z tą życzliwością jest trudniej. To jest cecha przypisana do ludzi, którzy prościej żyją, albo w zgodzie z naturą albo są po prostu dobrzy. Tam gdzie pojawiają się pieniądze, kapitalizm – to i życzliwość ma swoją cenę. Gdzieś, gdzie są proste warunki, proste relacje o tę życzliwość – w mojej ocenie – jest łatwiej.

A są jakieś nacje, które są bardziej życzliwe i uprzejmie niż inne?

– Bardzo uprzejmi, jeśli tak postrzegamy życzliwość, są na pewno Japończycy. Byłem tam kilka razy i jest to dla mnie wyjątkowe, jak potrafią, mimo przeciwności losu i problemów, do końca trzymać pewien poziom uprzejmości. Co jest trudne, tym bardziej w ekstremalnych sytuacjach.

A ja ich poznałem podczas próby przepłynięcia wpław cieśniny Tsugaru, gdzie zagrożeniem był i tajfun, i rekiny, a na domiar złego rakieta północnokoreańska, która w trakcie tej próby leciała nad nami. To było tak abstrakcyjne, że aż reagowaliśmy śmiechem, choć nikomu do śmiechu nie było, bo zjawiliśmy się tam po ciężkim roku przygotowań.

Obserwowaliśmy ciągle oko cyklonu, czy nie uderzy w miejsce pływania, a tutaj jeszcze rakieta. Sytuacja dramatyczna, a Japończycy nawet w takich sytuacjach przepraszają za tajfun, czy właśnie za to, że ktoś odpalił rakietę. Przepraszają 15 razy, kłaniają się, aż nieraz powodowało to u nas zakłopotanie. Pamiętajmy, że taka wyprawa, to nie jest pływanie od ściany do ściany. W morzu non stop coś się dzieje. Zmęczenie, wymioty, poparzenia od meduz. To jest cała masa rzeczy, na które nie mamy wpływu podczas takich wyzwań, a oni za wszystko czują się odpowiedzialni. To też jest pewien rodzaj troski i życzliwości, który bardzo cenię.

A jak jest w górach? Tybetańczycy na przykład wydają się tacy ciepli, skromni, uprzejmi…

To prawda. Na pewno na nich można liczyć w trudnych sytuacjach. Jednak, jak to w życiu bywa zwykle jest tak, że po prostu karma wraca. Jeśli ich doceniamy, nie traktujemy z góry i jesteśmy mili, to oni też będą, np. w sytuacjach ciężkich na wyprawach podadzą rękę, albo zrobią herbatę. Musimy pamiętać, że w ekstremalnych górskich warunkach zrobienie herbaty to spory wysiłek, który może trwać nawet 2 godziny. Trzeba się ubrać, stopić śnieg, rozpalić palnik, w dodatku woda dłużej się gotuje, bo jest mało tlenu. To jest naprawdę miłe i uprzejme.

 

Pomoc Tybetańczyków przy usuwaniu skutków lawiny błotnej czy wspólne przepychanie głazu aby drogę uczynić przejezdną było, jak się później okazało, szczęśliwym początkiem ekspedycji

 

Jednak w górach objawem największej życzliwości, jest to, że wyjdzie się "na ścianę", ryzykując własne życie po partnera, kolegę, który umrze. Nie zawsze uda się znieść do bazy ciało. Dlatego "pochowanie go", spychając np. do szczeliny jest taką ostatnią posługą. To bardzo trudna sytuacja, nieraz nie warto ryzykować życia kilku ludzi, żeby znieść ciało, ale właśnie wtedy wyjście w góry ostatkiem sił i pochowanie partnera w górach jest wręcz takim heroicznym objawem życzliwości.

Był Pan w Papui i Nowej Gwinei, wyspa jest dzika. W niektórych rejonach zamieszkała nawet przez ludożerców. Jak zachowują się tamtejsze plemiona?

Wyspa dzieli się na dwie części, jedna bardziej ucywilizowana, druga należąca do Indonezji (Irian Jaya) dzika i nieznana. Nawet Indonezyjczycy, u których załatwia się dokumenty na przyjazd, domagają się porządnego uzasadnienia, po co chcemy tam jechać. My akurat zamierzaliśmy zdobyć górę, ale tam nie ma swobodnego dostępu, a już wyjście w dżunglę jest na granicy zdrowego rozsądku, bo o ile w cywilizacji, nawet bardzo prymitywnej, są jakieś zasady, to tam już nie. Jak tam się pojawiliśmy, to zacząłem negocjować z wodzem plemienia przeprowadzenie przez wyspę.

To są rozmowy z innego świata.

Wódz opowiadał, że nie może nas przeprowadzić teraz, bo szykuje się do odwetu na innym plemieniu. Kilka dni wcześniej porwano ich 4 mężczyzn, pewnie ostatecznie ich zjedli. Jeśli nie zorganizują odwetu, będą uchodzić za słabych. Wódz mówi, że życie mężczyzny z plemienia jest warte więcej niż kobiet i dzieci. Aż strach się zapytać ile jest wart biały człowiek. Całą noc nie spaliśmy, ogrodziliśmy sobie obóz krzakami z kolcami, żeby czuć się trochę bezpieczniej.

Trudno w takich okolicznościach podejrzewać kogoś o życzliwość, tymczasem okazało się, że kilka dni później, podczas marszu kiedy zamykałem pochód, jeden z tubylców oddzielił się wskoczył na drzewo, przyniósł coś podobne do cytryny i z uśmiechem mi ofiarował. Na początku się zdziwiłem, bo u nas cytryn w całości się nie je, ale nie chciałem ich urazić. Spróbowałem, było pyszne i smakowało jak pomarańcza. Mam wrażenie, że po prostu jak ktoś jest dobrym człowiekiem, to będzie to przenosił na innych.

Odwdzięczyliście się jakoś?

Oczywiście. To była śmieszna sytuacja. Kiedyś w dżungli, któryś z tragarzy nagle zrzucił plecak, położył się i pokazuje ze plecy go bolą. Zastanawiamy się co zrobić, bo stosując nasze mocne leki przeciwbólowe, możemy mu zrobić krzywdę, ich organizmy nie są do tego przystosowane. Jeśli znowu nie pomożemy, to może to być odebrane jako gest niechęci, a nawet agresji. Miałem w plecaku krem na opalanie, wysmarowałem mu plecy. Wstał zadowolony. Rano budzą mnie koledzy, że pół wioski czeka w kolejce po ten magiczny lek. Obskoczyliśmy tym kremem wszystkich.

Skończyło się radośnie, ale trzeba mieć na uwadze, żeby w tej życzliwości w takich rejonach nie iść za daleko.

Bogusław Ogrodnik jest niezwykle barwną postacią. W życiu robił już chyba wszystko. Zwiedził cały świat. I chociaż zdobył Koronę Ziemi, to teraz realizuje się, pływając w morzach i oceanach. Jest instruktorem nurkowania, nurkiem technicznym i jaskiniowym. Specjalistą Diver Propulsion Vehicle. Od przeszło 30 lat penetruje wody całego świata. Jako pierwszy Polak zdobył pływacką Potrójną Koronę w Pływaniu w Wodach Otwartych. Teraz realizuje projekt Ocean`s Seven, Korona Oceanów, który zakłada przepłynięcie wpław cieśnin i kanałów na całym świecie. W planach ma też przepłynięcie najwyżej położonego jeziora żeglownego na świecie – Titicaca na granicy Boliwii i Peru.

fot. Bogusław Ogrodnik

Janusz Krzeszowski