Olbrzymi dach kościoła św. Doroty ma 650 lat

Monumentalny dach wrocławskiego kościoła pw. Św. Doroty to największa i najstarsza tego typu konstrukcja w Polsce. Na strychu świątyni zmieściłaby się ośmiopiętrowa kamienica

Kościół pw. Św. Stanisława biskupa, Św. Doroty i Św. Wacława (nazwana powszechnie kościołem św. Doroty) stoi w centrum Wrocławia, między hotelem Monopol a Solpolem, "plecami" do ul. Świdnickiej. Główne wejście jest od strony pl. Franciszkańskiej.

Gotycki kościół ma barokowy wystrój. Ołtarz główny pochodzi z 1720 roku, W jego centrum znajduje się obraz przedstawiający męczeństwo św. Doroty. Nad nim zamieszczono wizję św. Franciszka z Asyżu. W północnej nawie świątyni znajduje się ołtarz poświęcony świętemu Józefowi z Kupertynu. Włoski mistyk miał posiadać zdolność lewitowania, czego świadkiem był nawet papież, dlatego został patronem kosmonautów i lotników.

Olbrzymie, trzynawowe wnętrze ma 25 metrów wysokości. W czasie II wojny kościół św. Doroty niemal nie ucierpiał, spadła na niego jedna bomba i nie wybuchła. Około 2010 r. wymieniono całe pokrycie dachu, ale konstrukcję więźby dachowej zachowano. Tylko w niektórych miejscach wzmocniono lub wymieniono zniszczone elementy. Szacuje się, że konstrukcja w 80 procentach jest oryginalna, ma ponad 650 lat.

To wyjątkowa konstrukcja w skali całej Polski. Przetrwało prawdopodobnie jeszcze kilka tego typu konstrukcji liczących po kilkaset lat, ale żadna nie jest tak duża i tak wiekowa.

102 schody i jeszcze wyżej

Z prezbiterium wchodzi się do ciasnej klatki schodowej. Długie, kręte kamienne schody (102 stopnie) prowadzą na strych nad prezbiterium. Ten ma zaledwie kilkanaście metrów wysokości. Stąd trzeba przejść na strych nad nawami i nad głową rozciąga się potężna drewniana konstrukcja z setek masywnych belek. W tej części strych ma siedem pięter wysokości, 43 metry długości i 24 metry szerokości.

- Swobodnie mogłaby się na nim zmieścić kilkukondygnacyjna kamienica – opowiadał dr inż. Maciej Orzechowski z Instytutu Budownictwa Uniwersytetu Przyrodniczego. Specjaliści z grupy imodos (dr inż. Maciej Orzechowski, dr inż. Radosław Tatko, mgr inż. Agata Włóka), przez kilka lat badali konstrukcję więźby, jej odkształcenia, wytrzymałość, stan techniczny.

Opracowali autorski program komputerowy i system pomiarowy do monitorowania dachu. Składał się on z kilkudziesięciu czujników: linkowych i laserowych, które rejestrują każde, najdrobniejsze, milimetrowe przemieszczenia. Te dane zestawiano z informacjami na temat warunków atmosferycznych – stacja pogodowa znajdowała się na budynku szkoły sąsiadującej z kościołem.

Najwyższej klasy fachowcy

Naukowcy z uznaniem mówili o konstruktorach i wykonawcach dachu. – To byli fachowcy najwyższej klasy, a ta budowa była nadzwyczaj skomplikowanym przedsięwzięciem. Konstrukcja więźby opiera się na ścianach zewnętrznych i wewnętrznych. Ściany szczytowe stawiano, kiedy więźba była już gotowa – opowiadał dr Radosław Tatko. – Wykonawcy musieli na wysokość 40 metrów wciągać wykonane na dole elementy. Korzystali z kołowrotów, które się zachowały. Nawet dzisiaj, kiedy projektanci są wyposażeni w specjalistyczne oprogramowanie komputerowe, rozrysowanie konstrukcji dachu przeciętnego domu niejednokrotnie staje się wyzwaniem. Budowniczy sprzed 650 lat takich narzędzi nie mieli i doskonale sobie radzili.

Przy budowie pracowały prawdopodobnie dwie ekipy cieśli. Wynika to z oznaczeń ciesielskich, charakterystycznych nacięć, które zachowały się na elementach konstrukcji.

Dr inż. Maciej Orzechowski: - Więźba dachowa cały czas "pracuje", przemieszcza się pod wpływem wiatru, drewno odkształca się pod wpływem zmiany wilgotności oraz różnicy temperatur. Niekiedy różnice te, między nasłonecznionym szczytem, a schowanym w cieniu dolnym skrajem strychu wynoszą 10-12 stopni. To także ma wpływ na stan więźby dachowej i jej pracę.

Dach na kościele św. Doroty jest trwale odkształcony pod ciężarem dachówek, jest też lekko przechylony. O fachowości jego konstruktorów i wykonawców świadczy fakt, że mimo znacznych odkształceń, konstrukcja pozostaje stabilna.

fot. Janusz Krzeszowski

Tomasz Wysocki